Co się dziś stało ze sztuką słowa? Gdzie podział się kunszt aktorski, w którym główna rola przypadała właśnie słowu. Słowo było swoistym wyznacznikiem poziomu artystycznego i umiejętności warsztatowych aktora, stanowiło - można powiedzieć - podstawowe kryterium oceny talentu artysty. Najszlachetniejszym tego przykładem jest krakowski Teatr Rapsodyczny Mieczysława Kotlarczyka. Mimo upływu lat, ciągle służy za wzorzec. Chyba w żadnym innym polskim teatrze w okresie powojennym słowo nie stało tak wysoko jak właśnie tutaj. To doświadczenie artystyczne, intelektualne i duchowe, to znak rozpoznawczy aktorów, którzy przeszli przez teatr Kotlarczyka. Dlatego nietrudno było ich rozpoznać nie tylko na scenie, ale i w życiu pozateatralnym. A najwybitniejszym głosicielem słowa w poetyce wywiedzionej z tradycji rapsodycznej był Karol Wojtyła - Jan Paweł II.
Kiedyś tzw. estetyka bełkotu nie miała wstępu na profesjonalną scenę. A dziś? Zaryzykuję twierdzenie, że staje się niemal wymogiem. Te "najmodniejsze" teatry uciekają wręcz od wyrazistej prezentacji słowa, a niektórzy reżyserzy nawet nakazują aktorom "bełkotliwy" sposób dialogowania. Bo ma to niby przybliżyć teatr do życia. Tylko że funkcją teatru nie jest bycie realistyczną fotografią czy reportażem, bo od tego jest prasa, telewizja i inne media. Natomiast zadaniem teatru jest być sztuką. I to najlepiej sztuką z tej najwyższej półki. A jeśli teatr chce zabrać głos na temat współczesnej rzeczywistości, to materiał przyniesiony z ulicy musi być przetworzony artystycznie, a nie prawie "na żywca" prezentowany na scenie z naturalistycznym naśladownictwem tejże ulicy. Teatr jest bowiem bytem autonomicznym i nie może pozostawać na czyichkolwiek usługach. Nawet na usługach publiczności, która zapłaciwszy w kasie za bilet, zasiada na widowni. Bo teatr jest sztuką. I jako sztuka, owszem, ma powinności wobec widzów, ale są to powinności innego rodzaju: w pierwszej kolejności ma dawać przeżycie artystyczne. I dopiero z owego artystycznego doznania wywodzić się winna cała reszta.
Na degradację słowa i w ogóle języka polskiego składa się wiele przyczyn natury, powiedziałabym, cywilizacyjno-socjologiczno-filozoficznej. Internet i telefony komórkowe wprowadziły nowy, oparty na skrócie sposób porozumiewania się. A zlaicyzowanie kultury odrywa ją od chrześcijańskich korzeni, powoduje kryzys duchowości i w to miejsce wprowadza hedonistyczny model życia odrzucający wszystko, co trudne. W tej sytuacji bardzo łatwo wszedł "na salony" język popkultury. Nie dziwi już nas - a powinno dziwić - kiedy ze sceny teatralnej słyszymy bohatera mówiącego "mam doła", na co druga postać odpowiada: "a mnie to wali". Dorota Masłowska, laureatka tegorocznej Nagrody Literackiej NIKE, powiedziałaby, że się czepiam, bo to "wyczesany" dialog, czyli mówiąc po ludzku: interesujący. No, może i "wyczesany", ale nie dla mnie.
Uważam bowiem, że nagradzanie tego typu literatury, to przyzwolenie na niszczenie języka ojczystego. A jak uczono mnie w domu, pielęgnacja języka ojczystego jest naszym obowiązkiem patriotycznym. Na szczęście są jeszcze miejsca, gdzie sztuka słowa osiąga swój najwyższy poziom, to Verba Sacra, nietypowy, piękny, głęboki teatr wielkiej literatury, powstały z inicjatywy Przemysława Basińskiego w jubileuszowym 2000 roku jako projekt interdyscyplinarny artystyczno-naukowo-religijny. Pierwszy cykl "Modlitwy katedr polskich" obejmował prezentację Biblii, w następnych latach ten szlachetny projekt poszerzono o kolejne: "Wielka klasyka" (cykl obejmujący dzieła klasyki narodowej i światowej) oraz Festiwal Sztuki Słowa połączony z konkursem dla aktorów na najlepszą interpretację tekstu sakralnego, a także klasyki polskiej i obcej. Właśnie 9 i 10 listopada br. odbędzie się kolejna, szósta już edycja konkursu. Ma on charakter międzynarodowy.
Warto wspomnieć, iż Przemysław Basiński, szef i reżyser wszystkich prezentacji, niestrudzony w kontynuacji tego przedsięwzięcia, niełatwego przecież, pragnie jeszcze bardziej poszerzyć zakres projektu. Dziwi mnie tylko, że tak wielkie, wspaniałe przedsięwzięcie, jakim jest Verba Sacra z udziałem najwybitniejszych polskich aktorów, że wymienię: Halinę Łabonarską, Annę Seniuk, Zofię Kucównę, Halinę Winiarską, Gustawa Holoubka, Wiesława Komasę, Krzysztofa Kolbergera i wielu innych - nie zostało dotąd zauważone nie tylko przez poprzednią TVP, ale i tę, pod nowym już kierownictwem. Temida Stankiewicz-Podhorecka
Dodane przez kultura dnia November 15 2006 10:02:41
1 Komentarzy ˇ 767 Czytań
Nasze artykuły zostały przeczytane 289523 razy. Dziękujemy!
Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej
Komentarze
aniolekdnia December 21 2006 10:41:20
co to ma byc