Informacje kulturalne - kultura w kuchni
Start July 24 2008 12:19:52
To głęboko chrześcijański film
Każdy z nas, przeżywając Święta Bożego Narodzenia, oczami wyobraźni stara się dostrzec, jak wydarzenia sprzed ponad 2000 lat, które tak silnie zaważyły na dziejach ludzkości, rzeczywiście mogły wyglądać. Znamy opisy zawarte w Ewangelii św. Mateusza i Ewangelii św. Łukasza. Mamy w pamięci kolędy, szopki bożonarodzeniowe, jasełka. Wszystko to ma nam pomóc poznać i przeżyć przyjście na świat Bożej Dzieciny oraz umocnić naszą wiarę. W tym roku dojdzie do tego jeszcze jedna pomoc - bardzo dobrze zrealizowany film "Narodzenie", który będzie miał swoją premierę 1 grudnia, tuż przed Adwentem. Już jutro opowieść o cudownym poczęciu i narodzeniu Jezusa, życiu i pełnej trudu drodze z Nazaretu do Betlejem Maryi i Józefa zostanie pokazana w Watykanie.
Ludzie wierzący wydarzenia związane z Bożym Narodzeniem znają doskonale. Biblijne opisy, które nie zawierają zbyt wielu szczegółów, zawsze pobudzały wyobraźnię, stąd pytanie: jak to mogło wyglądać? Takiemu właśnie pytaniu wyszli naprzeciw twórcy filmu "Narodzenie". Jednak nie chodzi tu tylko o pustą ciekawość. Dla ludzi wierzących ten obraz może stać się impulsem do pogłębienia swego życia wiary i obrony religijnego wymiaru świąt. - Film ten może pomóc tym, którzy troszczą się o pogłębienie, zrozumienie swojej wiary, a także o obecność tradycji chrześcijańskiej w swoim życiu - zauważa w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ks. prof. Waldemar Chrostowski, konsultor polskiej ścieżki dialogowej do "Narodzenia". Podkreśla jednocześnie, że ten film oczywiście nie zastąpi wiary, nie zastąpi Ewangelii, nie zastąpi przeżywania Liturgii, nie zastąpi również rodzinnego kontekstu Świąt Bożego Narodzenia. - Nie zastąpi, ale może w tym wszystkim bardzo wydatnie pomóc - dodaje.
Film "Narodzenie" wyprodukowany został przez hollywoodzką wytwórnię New Line Cinema. Jak zapowiadają dystrybutorzy, zaplanowana na 1 grudnia br. światowa premiera będzie niezapomnianym wydarzeniem w branży filmowej. Cieszy przede wszystkim fakt, że tak potężny w oddziaływaniu środek przekazu, jakim jest dzieło filmowe, został po raz kolejny spożytkowany w celu głoszenia wiary - tym razem orędzia o Bożym Narodzeniu.
Twórcy filmu zapewniają, że już od rozpoczęcia pracy nad scenariuszem całemu projektowi towarzyszył wielki nacisk na autentyczność wizji i zgodność z prawdą historyczną. Po obejrzeniu "Narodzenia" można się przekonać, że ta dokładność w pokazywaniu szczegółów dotyczących narodzin Jezusa z Nazaretu rzeczywiście towarzyszyła także kolejnym etapom pracy nad obrazem. - Podobał mi się ten film, bo podobała mi się ta wola wierności historycznej i teologicznej - mówi ks. Waldemar Chrostowski. - Obydwa te aspekty bardzo podkreślam, ponieważ ten film jest głęboko chrześcijański, i to jest bardzo ważne - dodaje.
Reżyserem filmu jest Catherine Hardwicke, która realizując "Narodzenie", dążyła do znalezienia jak najbardziej autentycznych i przekonujących lokalizacji i scenografii. - Chodziło nam o uzyskanie efektu epickiej intymności - wyznaje Hardwicke. - Opowiadamy epicką historię: część filmu dzieje się podczas długiej podróży przez kraj, którego piękno zapiera dech w piersiach. Jednak chcemy też pokazać, co czuła ta para młodych ludzi, jakie fizyczne i psychiczne przeszkody musiała pokonywać w swojej wędrówce - chcieliśmy, aby był to pod tym względem film osobisty, psychologiczny - stwierdza.
Rzeczywiście, ten dramatyczny, pełen emocji obraz przedstawia w piękny sposób m.in. tę niełatwą podróż pary młodych bohaterów z Nazaretu do Betlejem, miejscowości, z której pochodzi Józef. Święta Rodzina wyrusza w podróż, aby uczestniczyć w spisie ludności zarządzonym przez króla Heroda. Zmuszona jest pokonać ponad 150-kilometrową pełną niebezpieczeństw drogę, mimo że Matka Najświętsza jest w stanie błogosławionym. W rolę Maryi wcieliła się Keisha Castle-Hughes, Józefa gra Oscar Isaac, a matkę Jana Chrzciciela - Elżbietę - Shohreh Aghdashloo.
"Narodzenie" powstało na podstawie scenariusza Mike'a Richa, który - jak deklaruje - nagły przypływ natchnienia poczuł w czasie Świąt Bożego Narodzenia w 2004 roku. - Moją uwagę zwróciły artykuły w czasopismach o narodzeniu Jezusa, Maryi, Józefie, mędrcach i pasterzach - o tych wszystkich postaciach, których figurki jako dziecko co roku ustawiałem w naszej domowej szopce - mówi Rich. - Wtedy przyszło mi do głowy, że chociaż umiem sobie wyobrazić samą stajenkę betlejemską i to, co się w niej wydarzyło, nie mam pojęcia, jak wyglądało wszystko, co się stało wcześniej. Kim byli Maryja i Józef? Jakim wyzwaniom musieli stawić czoło? Jako dla człowieka wierzącego - i jednocześnie dla scenarzysty - były to dla mnie bardzo ważne pytania - stwierdza.
Scenarzysta postanowił przeprowadzić dogłębne badania źródłowe. Starał się poznać, na podstawie dostępnych przekazów, kim byli Maryja i Józef oraz co mogli myśleć i czuć. Przygotowania, czytanie książek oraz badania dotyczące wszystkich aspektów planowanej historii wypełniły Richowi większość 2005 roku. Wielokrotnie czytał Ewangelie św. Mateusza i św. Łukasza, szukając w Biblii ciągle nowych inspiracji na temat podróży Świętej Rodziny. - Byłem coraz bardziej zafascynowany decyzjami, jakie podjęli Maryja i Józef, oraz tym, że kierowali się tylko i wyłącznie zaufaniem do Boga - oraz do siebie nawzajem - wyznaje Rich. - Problem polegał na tym, że jest bardzo mało materiału dotyczącego Maryi, a jeszcze mniej na temat Józefa. Jedyne, co mogłem zrobić, to dowiedzieć się, jak najwięcej o historii społecznej, kulturalnej i politycznej epoki. Czytanie literatury na ten temat okazało się bardzo owocne - dzięki temu zrozumiałem dynamikę tego okresu historycznego: mogłem wyobrazić sobie, w jakim otoczeniu żyła Maryja, z czym musiała sobie radzić - opowiada scenarzysta. Pisząc scenariusz, Rich konsultował go z ekspertami z różnych dziedzin: historykami i teologami. Wszystko po to, aby osiągnąć poczucie autentyzmu.
Efekt jego pracy, a także pracy realizatorów filmu okazał się bardzo dobry. Będzie mógł się o tym przekonać każdy z nas już 1 grudnia br. W tym dniu ma miejsce zarówno światowa, jak i polska premiera "Narodzenia".
Znaczenie tego filmu podkreśla też fakt, że zostanie on już jutro pokazany w watykańskiej Auli Pawła VI. To znak, że nie można pomijać jego roli ewangelizacyjnej. - Nieprzypadkowo jako termin premiery tego filmu został wybrany czas tuż przed rozpoczęciem Adwentu. Jest to bowiem film specyficznie adwentowy, który może chrześcijanom, zwłaszcza tym, którzy troszczą się o swoją wiarę, bardzo pomóc - stwierdza ks. prof. Waldemar Chrostowski. Zwraca uwagę, że choć "Narodzenie" oddziałuje przede wszystkim na wyobraźnię, to jednak podaje widzowi rozmaite elementy wiedzy o starożytnym świecie. - Można by także powiedzieć, że stanowi wierną ekranizację Ewangelii - dodaje. Wkrótce w "Naszym Dzienniku" opublikujemy pełny tekst rozmowy z księdzem profesorem na temat filmu "Narodzenie", w której m.in. odnosi ten obraz do "Pasji" Mela Gibsona.
Serdecznie polecam!
Sławomir Jagodziński


Dobra Nowina o Narodzeniu

Z księdzem profesorem Waldemarem Chrostowskim, przewodniczącym Stowarzyszenia Biblistów Polskich, konsultantem naukowym polskiej ścieżki dialogowej do filmu "Narodzenie", rozmawia Sławomir Jagodziński

Na ekrany kin wchodzi fabularny film pt. "Narodzenie". Czy łatwo jest zrobić film, który przedstawiałby w sposób autentyczny wydarzenia towarzyszące przyjściu na świat Jezusa?
- Okoliczności narodzin Jezusa zostały przedstawione w dwóch Ewangeliach kanonicznych, a mianowicie w dwóch pierwszych rozdziałach Ewangelii według św. Mateusza i Ewangelii według św. Łukasza. Dwie pozostałe Ewangelie, czyli według św. Marka i według św. Jana, nie zawierają informacji na temat okoliczności narodzin Zbawiciela. Jesteśmy ciekawi początków życia ludzi wielkich, co tym bardziej dotyczy tak wyjątkowej postaci jak Jezus Chrystus.
Jednak nasza ciekawość rzadko może być zaspokojona w stopniu, który uznalibyśmy za wystarczający. Ewangelie według św. Mateusza i według św. Łukasza przedstawiają dość szczegółowo okoliczności przyjścia na świat Mesjasza. Opowiadają o dziewiczym poczęciu Go przez Maryję i narodzinach w Betlejem, a także o tym, co towarzyszyło ważnym wydarzeniom z dziejów zbawienia. Teksty są krótkie, zaś w obu Ewangeliach mamy zaledwie kilkanaście zdań wypowiedzianych przez osoby, które są bohaterami tych wydarzeń. Należy się więc liczyć z tym, że nakręcenie na podstawie tych rozdziałów całego pełnometrażowego filmu wykracza poza tekst Nowego Testamentu. Film, nie tyle za pomocą słowa, ile za pomocą obrazu, musi pełniej pokazać okoliczności poczęcia Jezusa przez Najświętszą Maryję Pannę, nawiedzenia Jej krewnej Elżbiety, matki św. Jana Chrzciciela, oraz okoliczności narodzin Jezusa. Filmowa prezentacja tych wydarzeń została znacznie rozbudowana, przy czym szczególnym środkiem wyrazu stał się obraz.
Mając to na względzie, można zatem powiedzieć, że film "Narodzenie" stanowi nakręcony na początku XXI w. swoisty apokryf. Nie jest to apokryf na piśmie, jakich wiele sporządzono w starożytności i później, czyli nie tekst, ale obraz, który odzwierciedla naszą mentalność i wiarę oraz nasze możliwości techniczne i technologiczne. Dla każdego apokryfu charakterystyczne jest to, że rozbudowuje i "dopowiada" tekst ewangeliczny.

Na ile film "Narodzenie" jest wierny przesłaniu ewangelicznemu?
- Trzeba powiedzieć, że twórcy filmu, reżyser i aktorzy, uczynili bardzo wiele, by zachować wierność wobec orędzia ewangelicznego. Wyraźnie widać pragnienie właściwego oddania klimatu i nastroju przedstawianych wydarzeń, zarówno z punktu widzenia historycznego, jak i teologicznego, co obejmuje wymiary duchowego przesłania takich wydarzeń, jak Zwiastowanie i Nawiedzenie oraz rozterek Józefa, męża Maryi, o których wspomina Ewangelia według św. Mateusza. Widać troskę o należyte przekazanie historycznego i kulturowego kontekstu narodzin Jezusa w Betlejem, przybycia mędrców ze Wschodu i reakcji króla Heroda. Znamy to przede wszystkim z Nowego Testamentu, ale także choćby z kolęd, w których rzeczywistość związana z przyjściem na świat Zbawiciela obrosła przez wieki wyobraźnią wierzących. Film "Narodzenie" pokazuje jeszcze jedno możliwe podejście polegające na tym, że słowa zostały wzbogacone o obraz, a całość łączy w sobie i wyraża nasze przeżywanie tej radosnej tajemnicy wiary chrześcijańskiej.

Jak ocenia Ksiądz Profesor wierność filmu realiom historycznym ówczesnych czasów?
- Pamiętajmy, że nie chodzi tylko o realia historyczne w szerokim tego słowa znaczeniu, lecz także o poprawne teologiczne przedstawienie niezwykle trudnego aspektu biografii Jezusa, mianowicie okoliczności Jego dziewiczego poczęcia i narodzin. Gdyby to, o czym chcemy opowiadać, dotyczyło człowieka żyjącego dzisiaj, kogoś, kogo dobrze znamy, i tak byłoby to zadanie bardzo trudne. Spróbujmy na przykład przedstawić okoliczności narodzin Karola Wojtyły, Jana Pawła II, a więc świat, z którego Papież się wywodzi, jego dom rodzinny i rodzinę, a przede wszystkim rys niezwykłości, która przecież mogła być przez kogoś już wtedy zauważona.
To zadanie w odniesieniu do Jezusa jest o wiele trudniejsze, bo przecież mamy do czynienia z bezprecedensowym i unikatowym potencjałem nadzwyczajności. Chodzi przecież o Jego dziewicze poczęcie oraz o narodziny prawdziwego człowieka, a zarazem prawdziwego Boga. Trudność jest dwojaka: przedstawienie realiów historycznych, które mają uwarunkowania i charakter kobiecy, macierzyński, a więc bardzo intymny, oraz przedstawienie rzeczywistości religijnej, czyli ukazanie znaczenia tego, co wydarzyło się w Nazarecie, a potem podczas nawiedzenia Elżbiety w Ain Karem oraz w Betlejem. Połączenie tych wszystkich wymiarów jest bardzo ważne, by widz, który ogląda film, wiedział, że nie chodzi jedynie o zwyczajną rekonstrukcję historii, lecz także o ukazanie znaczenia tego, co się wówczas wydarzyło, w tym znaczenia tych doniosłych wydarzeń dla nas. Obraz filmowy, może trochę na podobieństwo liturgii Świąt Bożego Narodzenia, czyni nas niejako uczestnikami tajemnicy Nazaretu i Betlejem. Sądzę, że to w dużej mierze twórcom "Narodzenia" się udało.

Czy zatem podobał się Księdzu Profesorowi ten film?
- Bardzo mi się podobał, chociaż muszę powiedzieć, że jestem przede wszystkim człowiekiem słowa, tzn. wolę czytać lub słuchać i wyobrażać sobie po swojemu biblijne i ewangeliczne epizody, niż oglądać je już gotowe. Ten film mi się podobał, ponieważ podobała mi się odwzorowana w nim prawda historyczna i teologiczna. Podkreślam oba te aspekty, bo to one sprawiają, że film jest głęboko chrześcijański.

A jakie sceny szczególnie zwróciły uwagę Księdza Profesora?
- Wszystkie sceny zasługują na uwagę, bo oglądamy i przeżywamy spójną i logiczną całość składającą się na sam początek ekonomii zbawienia Nowego Testamentu. Zapewne moje spojrzenie różni się od spojrzenia przeciętnego widza, gdyż świat Biblii i Ewangelii jest światem, w którym obracam się każdego dnia. Ponieważ znajomość tego świata jest większa, większe są także oczekiwania związane z pokazywaniem go na ekranie.
Zwróciłem uwagę na kilka scen. Najpierw na Zwiastowanie, bo zawsze interesujące jest to, jak przedstawia się ten kluczowy moment wejścia Boga w ludzką historię. Bardzo mnie zainteresowała i poruszyła scena rozterek Józefa i reakcji najbliższego otoczenia Maryi na wiadomość, że spodziewa się Ona narodzin Jezusa. Były to okoliczności absolutnie niezwykłe: Józef wiedział, że to nie jest jego dziecko i w odruchu swoistego protestu, lecz i by uchronić Maryję przed dramatycznymi skutkami podejrzeń kierowanych pod Jej adresem, "zamierzał - jak mówi Ewangelia według św. Mateusza 1, 19 - Ją potajemnie oddalić". Dopiero wprowadzony przez Boga w misterium Wcielenia Syna Bożego wyraził swoją zgodę oraz przyjął Matkę i Syna. Myślę, że ten epizod jest jednym z najbardziej kluczowych w narracji ewangelicznej i w filmie.
Bardzo wymowne i poruszające są epizody, które nawiązują do przybycia magów bądź mędrców ze Wschodu, znanych z naszej polskiej tradycji jako Trzej Królowie. W Ewangelii jest to krótki epizod, natomiast w filmie został on rozbudowany do kilku scen. Ukazują one okoliczności podjęcia przez mędrców decyzji o wyruszeniu w drogę, niepokoje i wahania z tym związane, długą podróż, przybycie do Betlejem i oddanie pokłonu Nowonarodzonemu. To wszystko zostało pokazane w sposób bardzo interesujący i skutecznie przemawia do naszej wyobraźni. Reakcja przedstawicieli świata pogańskiego na wieść o narodzinach Mesjasza jest w tym filmie bardzo wiarygodna.

Czy można w jakiś sposób odnieść ten film do "Pasji" Mela Gibsona?
- Myślę, że tak. "Narodzenie" i "Pasja" to jakby dwa krańce jednej i tej samej biografii Jezusa Chrystusa, która ma kluczowe znaczenie dla dziejów i losów ludzkości, dla Kościoła, dla wyznawców Jezusa Chrystusa, a więc i dla każdego z nas. Oczywiście, nastrój obydwu filmów jest zupełnie odmienny, bo całkowicie odmienny jest nastrój każdego z tych dwóch zasadniczych wydarzeń, czyli przyjścia na świat Zbawiciela oraz Jego męki i śmierci. Jeden i drugi epizod został w obydwu filmach rozbudowany. "Pasja" opowiada o kilkunastu ostatnich godzinach życia Jezusa, przy czym eksponuje wymiar Jego ogromnego cierpienia i śmierć na krzyżu. "Narodzenie" zaś opowiada o kilku miesiącach, mniej więcej do jednego roku, życia Jezusa, przy czym najpierw był to okres prenatalny, czyli cudowne poczęcie i życie w łonie Matki, a potem narodziny. Atmosfera filmu "Narodzenie" i filmu "Pasja" jest tak odmienna, jak odmienny jest nastrój Świąt Bożego Narodzenia oraz przeżywanie Wielkiego Czwartku i Wielkiego Piątku. Atmosfera "Narodzenia" jest przesycona radością życia i nadzieją, chociaż nie brakuje niepewności i rozterek. Natomiast w "Pasji" dominuje cierpienie, dramat, chociaż z drugiej strony nie brakuje silnej ufności i nadziei, której źródłem jest Bóg. Te akcenty w obu filmach są umiejętnie i prawdziwie skontrastowane. Są to dwa różne filmy, ale myślę, że widzowie, którzy obejrzeli "Pasję", z przyjemnością i pożytkiem obejrzą również "Narodzenie".

Czy film "Narodzenie" może spełnić rolę ewangelizacyjną?
- Film może pomóc tym, którzy troszczą się o pogłębienie i zrozumienie swojej wiary, a także o obecność tradycji chrześcijańskiej w swoim życiu. Nie zastąpi on jednak wiary ani znajomości Ewangelii, nie zastąpi przeżywania liturgii ani rodzinnego kontekstu Świąt Bożego Narodzenia. Nie zastąpi tych bezcennych rzeczywistości, aczkolwiek może wydatnie pomóc w ich ponownym dowartościowaniu i głębszym przeżyciu. "Narodzenie" może spełnić rolę integracyjną w rodzinie, bo mogą wybrać się na ten film wspólnie rodzice z dziećmi czy dziadkowie z wnukami. Mogą zobaczyć coś, czego dotyczy liturgia, o czym śpiewamy w kolędach, co rozważamy i przeżywamy podczas Wigilii i Bożego Narodzenia. Dlatego nie przypadkowo jako termin premiery i wyświetlania tego filmu w kinach został wybrany czas Adwentu.
Jest to film specyficznie adwentowy, który może chrześcijanom bardzo pomóc w przygotowaniu do duchowego przeżywania pięknych Świąt Bożego Narodzenia. Oddziałuje on przede wszystkim na wyobraźnię, ale zawiera też rozmaite elementy wiedzy o starożytnym świecie i stanowi wierną ekranizację Ewangelii. Ponieważ współczesny człowiek jest w dużej mierze człowiekiem obrazu, można powiedzieć człowiekiem telewizji i filmu, dlatego "Narodzenie" ma szansę spełnić rolę ewangelizacyjną. Jednak jest to rola wspierająca wiarę. Jeżeli ktoś zna i przyjmuje misterium Wcielenia, ten film ukaże mu jej ludzkie aspekty, podkreślające głębię prawdy o człowieczeństwie Zbawiciela. Gdyby zdarzyło się, że ktoś nie zna zupełnie swojej wiary albo nie troszczy się o jej rozwijanie, być może film pobudzi go do myślenia i nowego spojrzenia na siebie. To bowiem, co naprawdę najważniejsze, dokonuje się we wnętrzu każdego z nas.

Dziękuję za rozmowę.
Nasze artykuły zostały przeczytane 250276 razy. Dziękujemy!


Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej




Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Oceniłeś na Bardzo dobre dnia February 24 2008 18:45:15


Świetne! Świetne!
Bardzo dobre Bardzo dobre
Dobre Dobre
Przeciętne Przeciętne
Słabe Słabe


Polecamy

Nadzienie z kapusty i sera
Nadzienie z resztek gęsi
Krem z zielonego groszku
Zapiekanka z jajkami II
Edukacyjna seria z muzyką poważną. Century 1, Century 2
Okruszkowy tort na waflach
Teatr piórem Temidy: Wulgarny, odpychający i kiczowaty tabloid
Pierogi z bobu
Sałatka ze szpinaku
Naleśniki na słodko
Apogeum nieudacznictwa
Jajka z szynką
Ciasteczka z owocami
Roladki z młodą kapustą
Krem cytrynowy


Wróć do strony głównej < < KULTURA < <


Wyszukiwarka
 
Serwis funkcjonuje dzięki:
www.naszdziennik.pl
Informacje 2006 - 2007


Wybory do sejmu / Biznes Informacje / Blog polityczny / Tani hosting / Pizzerie
PHP-Fusion & Aztec Theme
Wielcy zapomniani: Kazimierz Michałowski | Ernest Malinowski | Zofia Kossak-Szczucka | Jan Matejko
Władysław Mickiewicz | Wacław Gasiorowski | Kornel Makuszyński | Aleksander Fredro
Ksiadz Prymas Jan Łaski | Ksiadz Prymas Jan Paweł Woronicz | Ks. abp metropolita Eugeniusz Baziak
Ksiadz arcybiskup metropolita Bolesław Twardowski | Ksiadz kapelan Jan Leon Ziółkowski
Jan Kasprowicz | Leopold Staff | Ferdynand Goetel | Jan Szczepanik | Ludwik Kubala | Mieczysław Gębarowicz
Wojciech Kętrzyński | Władysław Bełza | Artur Grottger | Antoni Małecki | Eugeniusz Romer | Jan Nepomucen Kamiński
Marian Hemar | Karol Szajnocha | Julian i Alfred Zachariewiczowie | Rudolf Weigl | Stefan Banach | Kornel Ujejski
Wincenty Pol | Witold Szolginia | Artur Oppman | Karolina Lanckorońska | Henryk Arctowski | Aleksander Kamiński


Wymiana Banerów Stron Chrzescijańskich Komputery