"Jak ty mnie, tak ja tobie", "oko za oko, z±b za z±b", "z³o za z³o, dobro za dobro", ale mo¿e byæ te¿ inaczej: dobro za z³o, mi³o¶æ w zamian za wyrz±dzon± mi krzywdê, czyli tzw. nadstawienie drugiego policzka. Jak widaæ, miarka za miarkê mo¿e byæ pojmowana na ró¿ne sposoby, tak jak i dramat Szekspira mo¿e byæ inscenizowany na ró¿ne sposoby. Najnowsza inscenizacja "Miarki za miarkê" zaproponowana przez Annê Augustynowicz idzie zupe³nie innym tropem. Twórczyni spektaklu zdaje siê mówiæ: wszystko jest umowne i relatywne, a zatem wszystko jest teatrem, a teatr jest tak¿e rzeczywisto¶ci±, ale wirtualn±. Bo sposób inscenizacji i prowadzenie aktorów na taki trop wskazuje.
Anna Augustynowicz dowodzi, ¿e sztukê Szekspira mo¿na wpisaæ w ka¿d± konwencjê, nawet w tak±, która przypomina najbardziej wspó³czesne medium, czyli komputerow± grê niemal matematycznie zaprojektowan±. Pani re¿yser zrezygnowa³a z tradycyjnego podzia³u na scenê i widowniê. Nie tylko "wymiesza³a" widzów i aktorów, usadzaj±c tych ostatnich po¶ród widowni, ale te¿ przyodzia³a ich w kostiumy niekoniecznie teatralne. Prawdê mówi±c, w tej sytuacji to raczej my, widzowie, jeste¶my "przebrani", bo¶my siê od¶wiêtnie "wystroili" do teatru, aktorzy za¶ wystêpuj± tu w ubraniach, mo¿na powiedzieæ, prywatnych, w jakich¶ szarych i czarnych, codziennych strojach typu rozci±gniêty sweter, podkoszulek, d¿insy. Zupe³nie jak podczas prób spektaklu w ich pocz±tkowej, tzw. stolikowej fazie, albo podczas przygotowywania na zajêciach z aktorstwa w szkole teatralnej jakiej¶ wspó³czesnej etiudy o nieokre¶lonej wyrazi¶cie problematyce.
Przyj±wszy tak± konwencjê, mo¿na tu dowolnie potraktowaæ ilo¶æ postaci wystêpuj±cych w sztuce Szekspira. Bo przecie¿ jedna aktorka czy aktor mo¿e zagraæ kilka postaci, wystarczy drobny gest, zarzucenie na ramiona jakiego¶ okrycia, rozpuszczenie upiêtych wcze¶niej w³osów, za³o¿enie ciemnych okularów czy zmiana tonacji g³osu i tempa mówienia.
Wszystko to obserwujemy na scenie, a raczej trzeba by powiedzieæ: w przestrzeni gry. Bo scena znajduje siê tu w³a¶ciwie wszêdzie. Widownia usytuowana jest pó³koli¶cie, aktorzy siedz± na fotelach obok nas, kiedy trzeba wstaj±, wychodz± na ¶rodek i mówi± swoje kwestie albo wyg³aszaj± je z miejsca, gdzie siedz±, albo w trakcie przechodzenia miêdzy "naszymi" fotelami czy te¿ z ty³u za naszymi plecami. Kr±¿± wszêdzie, mo¿na odnie¶æ wra¿enie, ¿e istnieje tu pe³na dowolno¶æ w wyborze miejsca, z którego aktor wypowie przewidzian± dlañ w tym momencie kwestiê. I ¿e to miejsce mo¿e byæ "ruchome", czyli na ka¿dym przedstawieniu niekoniecznie w tym samym punkcie.
Owa zmiana miejsc oraz "przebieranka" postaci w postaæ ma tu charakter umowny, tak zreszt± jak wszystko inne w tym przedstawieniu. Tak¿e je¶li idzie o rekwizyty i dekoracje, których nie ma, jak i o relacje miêdzy widzami i aktorami oraz miêdzy samymi aktorami, których to relacji te¿ nie ma. Przechodzenie z roli w rolê odbywa siê bardzo sprawnie, aktorzy traktuj± to z wyra¼nym dystansem, nie identyfikuj± siê ze swoimi bohaterami, wyra¼nie zaznaczaj±, ¿e tylko odgrywaj± tu role tych postaci. I to g³ównie s³owem. Bo ca³a dramaturgia spektaklu zasadza siê tu na grze s³ownej. Miêdzy postaciami nie istnieje w³a¶ciwie ¿adna relacja. Ani emocjonalna (choæ mówi siê o tym), ani intelektualna. Kwestie wypowiada siê tu po to, ¿eby je wypowiedzieæ, a nie ¿eby wej¶æ w relacjê dialogow± z drug± postaci±. Bo wtedy trzeba by przyj±æ inn± konwencjê, jak my¶lê, wbrew zamys³owi re¿yserskiemu. Tak wiêc te s³owne gierki przypominaj± tu nakrêcone marionetki zdalnie poruszane przez re¿ysera zza kulis. Wprawdzie sprawnie dzia³aj±ce, ale niestety pozbawione emocji, wnêtrza, a tym samym - osobowo¶ci. S± tylko bezdusznymi wykonawcami poleceñ animatora - re¿ysera.
Ta marionetkowo¶æ powoduje niestety umkniêcie gdzie¶ zasadniczych sensów dramatu Szekspira mówi±cego o dobru i z³u, które kusi wszêdzie, zarówno na szczytach w³adzy, jak i w¶ród plebsu. Ale zw³aszcza tam, na wysokich stanowiskach owo kuszenie jest niezwykle silne. Tak by³o za czasów Szekspira, tak by³o przez nastêpne wieki, tak jest i dzisiaj. Jednak podchodzenie do "Miarki za miarkê" w sposób nachalnie aluzyjny, by tylko nawi±zaæ do nag³o¶nionych ostatnio przez media tzw. afer obyczajowych, zuba¿a ten tekst, traktuje go wy³±cznie jako swego rodzaju narzêdzie ku rozbawieniu publiczno¶ci.
Z tej marionetkowej konwencji na szczê¶cie wy³amuje siê Mariusz Benoit. Jego ksi±¿ê Vincentio nie jest tylko kuk³± zmieniaj±c± kostiumy, ale posiada osobowo¶æ, uczucia, a wraz z tym te¿ w±tpliwo¶ci, które pojawiaj± siê zawsze tam, gdzie musimy o czym¶ wa¿nym postanowiæ: czy zrobili¶my dobrze, zgodnie z naszym sumieniem i wiedz±, czy te¿ nie. To najlepsza rola w spektaklu. Jest wiarygodny, zarówno gdy przywdziewa "maskê" ksiêcia, jak i pelerynê z kapturem, udaj±c mnicha, by z jednej strony przyjrzeæ siê rz±dom Angela (w tej roli Krzysztof Stroiñski), którego mianowa³, na czas swojego niby wyjazdu, namiestnikiem zarz±dzaj±cym krajem, ale te¿ jest to ucieczka przed odpowiedzialno¶ci± podejmowanych decyzji.
Dominika Osta³owska w roli Izabelli staraj±cej siê uwolniæ brata Claudia (Rafa³ Królikowski) od wydanego nañ przez Angela wyroku ¶mierci za to, ¿e Julia jest z nim w ci±¿y, a nie maj± jeszcze ¶lubu - prezentuje swoj± bohaterkê w konwencji, powiedzia³abym, hip-hopowej parodii. Swoje kwestie wobec Angela wyg³asza mocno, przesadnie g³o¶no, chwilami w rytmie rapu. Porusza siê za¶ jak ¿o³nierz w marszu. Nie przemawia do mnie taka interpretacja postaci. £adn± scenê ma za¶ Anna Moskal jako Julia spodziewaj±ca siê dziecka. Ta delikatno¶æ u³o¿enia d³oni na brzuchu i piêkno mimiki twarzy pokazuje, z jak wielk± mi³o¶ci± oczekuje dziecka. Mniej przekonywuj±ca jest pó¼niej, kiedy gra rolê zakonnicy, a jeszcze pó¼niej Marianny. Krzysztof Stroiñski w pewnym stopniu wyciszy³ postaæ Angela, surowego egzekutora prawa. Intryga, któr± tworzy po spotkaniu z Izabell±, obiecuj±c jej uwolnienie brata w zamian za noc spêdzon± z ni±, nie jest pora¿aj±ca w odbiorze. Pewnie te¿ dlatego, ¿e Claudio Rafa³a Królikowskiego to gogu¶ niebudz±cy najmniejszego zaufania.
Przedstawienie Anny Augustynowicz, aczkolwiek do¶æ zabawne i w niecodziennej formie, pozostawia widza obojêtnym uczuciowo, a co najgorsze - jest nam wszystko jedno, kto tu poniesie karê, a kto otrzyma nagrodê i czy w ogóle winni zostan± ukarani.
Temida Stankiewicz-Podhorecka
"Miarka za miarkê", W. Szekspir, re¿. Anna Augustynowicz, scen. Marek Braun, kostiumy Wanda Kowalska, muz. Jacek Wierzchowski, Teatr Powszechny, Warszawa |
|