Informacje kulturalne - kultura w kuchni
Start July 24 2008 12:17:28
Teatr piórem Temidy: Lekko, zabawnie, benefisowo
O jubileuszach aktorskich Gustaw Holoubek, dyrektor Teatru Ateneum, powiada, że dokonują czegoś w rodzaju reasumpcji ich kariery zawodowej i równocześnie tym uroczystym faktem uświadamiają widzom wagę ich obecności w teatrze. Słowa te mają związek z dwoma jubileuszami aktorów tego teatru: Magdaleny Zawadzkiej, obchodzącej czterdziestolecie pracy artystycznej, i Leonarda Pietraszaka, mającego jubileusz życia, czyli siedemdziesięciolecie urodzin.
Zawsze przy takich okazjach rodzi się pytanie, jaki repertuar zagrać: lekki czy poważny, składankę pokazującą dorobek beneficjentów czy pełnospektaklowe przedstawienie, specjalnie napisaną na tę okoliczność sztukę czy też dowolny dramat. Myślę, że tu nie ma żadnej reguły, chodzi po prostu o to, by osoby obchodzące jubileusz zostały obsadzone w miarę możliwości w głównych rolach. W każdym razie nie w "ogonach". Magdalena Zawadzka i Leonard Pietraszak w "Chwilach słabości" grają dwie pierwszoplanowe role. Tę angielską kameralną trzyosobową sztukę autorstwa człowieka teatru, aktora i dramaturga, Donalda Churchilla można zagrać różnie, nawet jako pogłębioną psychodramę. Choć trudno mi to sobie wyobrazić, ale we współczesnym teatrze wszystko jest możliwe, do czego widzów regularnie się przyzwyczaja rozmaitymi metodami, nierzadko niewiele mającymi coś wspólnego z teatrem. Tak więc w tej sytuacji to któryś z okrzyczanych dziś i na siłę wypromowanych reżyserów należących do grupy tzw. "młodych zdolnych" lub "jeszcze zdolniejszych" ze sztuki Churchilla zrobiłby, w co nie wątpię, nawet seksdramę w konwencji horroru. A to, że autor napisał rzecz o czymś zupełnie innym, nie miałoby przecież najmniejszego znaczenia.
Na szczęście Teatrem Ateneum nie zawładnęli jeszcze ci "młodzi zdolni" i "jeszcze zdolniejsi", więc oglądamy po prostu komedię Churchilla. Bo "Chwile słabości" to właśnie komedia. Oto dwoje byłych małżonków spotyka się po dwóch latach niewidzenia, jakie upłynęły od chwili rozwodu. Już od pierwszej sceny widzimy, że mimo rozstania relacje między nimi wcale nie są obojętne. Ona, Audrey (Magdalena Zawadzka), wprawdzie zadziorna i raz po raz zgłaszająca mnóstwo pretensji do byłego męża, w nim i tylko w nim upatrująca przyczynę ich rozwodu, stara się jednak mu podobać jako kobieta i wyraźnie widać, że uczucia do niego wcale w niej nie wygasły. On, Tony (Leonard Pietraszak), przyjechał tu, do niegdyś ich wspólnego mieszkania, niby tylko dlatego, by z racji likwidacji mieszkania dokonać wraz z Audrey podziału mebli. Ale przecież nie tylko to jest główną przyczyną jego spotkania z byłą żoną. To, w jaki sposób spogląda na nią, świadczy, że uczuciowo nie jest mu obojętna, mimo że przecież jest już w innym związku małżeńskim z kobietą młodszą o połowę od siebie i Audrey.
W trakcie rozwoju akcji pojawia się sporo nieprzewidzianych zdarzeń i okazuje się, że oboje przecież nadal się kochają, co zupełnie nie przeszkadza im w przekomarzaniu się, kłótliwej konwersacji i wzajemnym przerzucaniu win, zwłaszcza jeśli chodzi o wspominki z dawnych, wspólnych lat. Ale właśnie te dawne, wspólnie przeżyte lata, których owocem jest dorosła już dziś córka Lucy (Małgorzata Socha), okazują być trwałym łącznikiem, którego nie zastąpi nowa żona, nawet o trzydzieści czy ileś lat młodsza. Tym bardziej że nie pała do niej miłością, a ożenił się powtórnie wskutek pewnych okoliczności, by pomóc w sytuacji życiowej młodej dziewczynie itd. Cała trójka aktorska gra w podobnym rytmie, zapewniając tym samym harmonię całości, choć każde z nich dysponuje przecież innym temperamentem aktorskim i inną ekspresją wyrazu. Magdalena Zawadzka wyraziście i konsekwentnie przez cały spektakl prowadzi swoją bohaterkę w kierunku postaci oscylującej na pograniczu sztuki bulwarowej, jednak tej granicy nie przekracza, poza pierwszą sceną, gdzie niepotrzebnie aż tak przesadnie skrada się do oranżerii, by nie być zauważoną przez Tony'ego. Przez cały czas swojej bohaterce nie pozwala za bardzo odsłonić prawdziwego stanu uczuć, aż po finałową scenę.
Osobiste cechy Magdaleny Zawadzkiej jako kobiety, a więc ciepło, subtelny sposób bycia i ta cudowna, naturalna "hajduczkowatość" Basi Wołodyjowskiej, której mimo upływu lat aktorka na szczęście nie zatraciła całkowicie, przenikają do postaci, którą gra, sprawiając, iż widz darzy Audrey sympatią, bez względu na to, co powie i co zrobi. Tony Leonarda Pietraszaka ma tak wiarygodną twarz z wypisanym na niej uczuciem do Audrey, że kiedy nawet nie mówi, to i tak mówi. Opanowany, spokojny budzi zaufanie. A kiedy pozwoli sobie na silniejsze zaakcentowanie swoich emocji czy swego zdania, ma widzów po swojej stronie. Świetnie poprowadzona rola. Także Małgorzata wyraziście ujęła swoją dość ekscentryczną bohaterkę Lucy.
O takich sztukach w slangu teatralnym mówi się zazwyczaj, że są przeznaczone "dla ludzi", co należy rozumieć, że jest to rzecz nieskomplikowana, łatwa i czytelna w odbiorze, zawierająca perypetie przekładające się na rzeczywistość realną widzów odnajdujących tu fragmenty własnych nie rozwiązanych albo i rozwiązanych problemów życia rodzinnego, itd., itp. Ale tu, na scenie, w przeciwieństwie czasem do realnej rzeczywistości, wszystkie te perypetie kończą się pozytywnie. Bo sztuka Churchilla wyreżyserowana przez Marcina Sosnowskiego jest promocją wartości pozytywnych, pokazuje rodzinę, która mimo rozmaitych zawirowań, jakie niesie życie, potrafi się odnaleźć i ponownie "scalić". Ale do tego potrzeba tak silnego fundamentu, jakim jest miłość i przyjaźń.
Wiem, brzmi to wszystko banalnie i nie ma w tym nic odkrywczego, ale powiem szczerze, mam już dość tych "odkrywczych" przedstawień, gdzie te upragnione i niezbędne nam do życia wartości są nieustannie brukane, gdzie obraz rodziny ukazuje się wyłącznie w najordynarniejszym aspekcie patologicznym i gdzie ludzką podmiotowość zamienia się na instrumentalne, przedmiotowe zaspokajanie żądzy najniższego autoramentu.
Temida Stankiewicz-Podhorecka

"Chwile słabości" Donalda Churchilla, przekł. Klaudyna Rozhin, reż. Marcin Sosnowski, scen. Marcin Stajewski, kost. Magdalena Jarosz, światło Jan Holoubek, Teatr Ateneum, Warszawa.
Nasze artykuły zostały przeczytane 250259 razy. Dziękujemy!


Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej




Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Proszę wybrać swoją ocenę:
Brak ocen.


Polecamy

To nie na darmo...
Ryba pieczona
Zupa cebulowa
Sałatka ziemniaczana
Szynka po wiedeńsku
Pieczarki a la kotlet
Czy to jest polski sen? Czeski sen
Przywrócić świadomości Polaków
Chłodnik po bułgarsku
Wielkanocny klops w sosie cytrynowym
Zasłużony dla KUL i Polaków na Wschodzie
Mus czekoladowy
Pomidorówka na mleku
Paszteciki
Zwiedzanie pełne przygód. Kopalnia Soli w Wieliczce


Wróć do strony głównej < < KULTURA < <


Wyszukiwarka
 
Serwis funkcjonuje dzięki:
www.naszdziennik.pl
Informacje 2006 - 2007


Wybory do sejmu / Biznes Informacje / Blog polityczny / Tani hosting / Pizzerie
PHP-Fusion & Aztec Theme
Wielcy zapomniani: Kazimierz Michałowski | Ernest Malinowski | Zofia Kossak-Szczucka | Jan Matejko
Władysław Mickiewicz | Wacław Gasiorowski | Kornel Makuszyński | Aleksander Fredro
Ksiadz Prymas Jan Łaski | Ksiadz Prymas Jan Paweł Woronicz | Ks. abp metropolita Eugeniusz Baziak
Ksiadz arcybiskup metropolita Bolesław Twardowski | Ksiadz kapelan Jan Leon Ziółkowski
Jan Kasprowicz | Leopold Staff | Ferdynand Goetel | Jan Szczepanik | Ludwik Kubala | Mieczysław Gębarowicz
Wojciech Kętrzyński | Władysław Bełza | Artur Grottger | Antoni Małecki | Eugeniusz Romer | Jan Nepomucen Kamiński
Marian Hemar | Karol Szajnocha | Julian i Alfred Zachariewiczowie | Rudolf Weigl | Stefan Banach | Kornel Ujejski
Wincenty Pol | Witold Szolginia | Artur Oppman | Karolina Lanckorońska | Henryk Arctowski | Aleksander Kamiński


Wymiana Banerów Stron Chrzescijańskich Komputery