Informacje kulturalne - kultura w kuchni
Start July 24 2008 12:18:00
Sienkiewicza warto czytać
Z prof. zw. dr. hab. Lechem Ludorowskim, prezesem Towarzystwa
im. Henryka Sienkiewicza w Lublinie, rozmawia Adam Kruczek


Panie Profesorze, od lat walczy Pan o właściwe miejsce klasyków polskiej literatury, w tym szczególnie Henryka Sienkiewicza, w programach szkolnych. Przed rokiem rozesłał Pan list otwarty do szkół im. Henryka Sienkiewicza z apelem do nauczycieli o podjęcie działań "zapobiegających dalszemu pomniejszaniu i ograniczaniu obecności autora 'Quo vadis' oraz innych klasyków literatury w programach szkolnych". Dziś stała się rzecz niebywała, kanon lektur szkolnych znalazł się w centrum zainteresowania rządzących. Mówi o nim premier, ministrowie, koalicja i opozycja, przedstawiciele różnych środowisk. Musi Pan chyba odczuwać coś w rodzaju satysfakcji?
- Obecna dyskusja prowadzona językiem krzykliwej demagogii, pełnym inwektyw, nawet obelg, odsłania oczywiście sporo kwestii zasadniczych. Dobrze, że sprawa kanonu lektur ujawnia doniosły i ważny dla przyszłości problem: czy i jak współczesna szkoła wypełnia swoje powinności patriotyczno-obywatelskiego wychowania młodych Polaków? Czy kieruje się ona ideą "służby Ojczyźnie" i obowiązku (w duchu znanego aforyzmu Norwida lub dobitnego wezwania Johna F. Kennedy'ego, prezydenta USA, do Amerykanów, aby "zrobili coś dla swego kraju")? Czy realizuje dyrektywę obecnego premiera, który głosi, że "trzeba umacniać poczucie godności, patriotyzmu, dumy narodowej"?
Ale przecież "awantura o lektury" odsłania też niepokojący ogólnospołeczny klimat ciągłego atakowania podstawowych wartości polskiego patriotyzmu, kultury i tradycji narodowej. Potępia się nasz szacunek do przeszłości jako kompleks "zidiociałego patriotyzmu"! Powróciła również tendencja do zwalczania Sienkiewicza nie tylko w edukacji szkolnej. Jaskrawym tego dowodem jest skandaliczne wyrzucenie pomnika Sienkiewicza z centrum Kielc przez władze tego miasta! Musi to wywołać nasz stanowczy protest.

Jak Pan ocenia propozycje MEN zawarte w rozporządzeniu z maja bieżącego roku?
- Cieszę się, że zaprzestano umniejszania klasyki narodowej, a ze szczególnym uznaniem jako sienkiewiczolog przyjmuję powrót arcydzieł polskiego noblisty - fundamentu naszego patriotyzmu - do lektur obowiązkowych. Pamiętajmy, że "Quo vadis" jest "najsławniejszą polską powieścią na świecie", a pozostałe należą do znanych, cenionych, wciąż wydawanych w wielu krajach naszego i innych kontynentów. Możemy być z tego dumni. Niech się wstydzą ci, którzy wyrzucili wcześniej Sienkiewicza ze szkoły. Ale, oczywiście, winnych nie ma.
Rozumiem, że jest to dopiero projekt do konsultacji społecznych, który może jeszcze ulec zmianom. Ale nawet w takim kształcie program szkolny daje spore możliwości wprowadzenia przez nauczycieli lektur fakultatywnych po uzgodnieniu z uczniami; może się w nich znaleźć Dostojewski, Witkacy, Kafka, Gombrowicz i inni.

Czy nie jest nadużyciem szeroko rozpowszechniane stwierdzenie, że obecny projekt jest "indeksem książek usuniętych" ze szkoły?
- To nie jest żaden złej sławy "index librorum prohibitorum". Przecież nie ma tam wykazu "utworów zakazanych"! Może warto by opracować znacznie szerszą listę lektur uzupełniających zalecanych czy fakultatywnych, przewidzianych do samodzielnej analizy uczniów i premiowanych dodatkową oceną? Jeśli wolno - opowiadam się natomiast za obowiązkową lekturą "Fausta" (ze względu na uniwersalne znaczenie tego dzieła) i jednej powieści Conrada (z uwagi na światową rangę jego twórczości). Z Gombrowicza wybrałbym "Trans-Atlantyk".

W kanonie lektur zaproponowanych przez MEN znalazły się cztery pozycje Henryka Sienkiewicza. Czy to słuszna propozycja?
- Jak najbardziej. Są one również właściwie usytuowane w 12-letnim toku edukacyjnym. W klasach starszych IV-VI szkoły podstawowej mamy "W pustyni i w puszczy", w gimnazjum - "Krzyżaków", a w liceum - dwie pozycje: "Quo vadis" i "Potop". Na trzy lata nauki w liceum to nie jest z pewnością nadmierne obciążenie. Na szczęście jest także "Lalka" Prusa w całości, "Pan Tadeusz", "Dziadów część III". Szkoda, że "Nad Niemnem" czyta się we fragmentach, a z "Chłopów" (noblowskiej! powieści) Władysława Stanisława Reymonta tylko jedną część.

Jakie były losy utworów Sienkiewicza w szkole PRL?
- Mówiąc krótko: złe, nawet bardzo złe, zwłaszcza w latach 1948-1956. Tylko "Krzyżacy" - pierwsze, wielkie dzieło literatury narodowej wydane po wojnie w 1946 r. - przetrwało na wciąż zmienianych listach lektur aż do końca PRL. Oczywiście, zmieniała się jego szkolna wykładnia. Interpretowano ją w latach powojennych (po straszliwych zbrodniach hitlerowskich okupantów w Polsce) jako powieść "antyniemiecką, antygermańską". Później, od czasów filmu Forda i prac prof. J. Krzyżanowskiego, podkreślano jej "klasyczny artyzm". Ja natomiast od trzech dekad proponuję nowe odczytanie eksponujące uniwersalny wymiar estetyki i filozofii dzieła jako rycerskiego eposu rodowego, epopeicznej sagi rycerzy bogdanieckich. "W pustyni i w puszczy" (za Bieruta) kilkakrotnie wyrzucano z programów. Dyskwalifikowały utwór zarzuty: gloryfikacja imperializmu angielskiego, potępienie narodowo-wyzwoleńczej rewolucji Mahdiego, głoszenie niewłaściwych ideałów wychowawczych i wiele innych. Obecnie oskarża się tę powieść o "rasizm"! Trwał w lekturze "Potop" - najwyżej, choć krytycznie, oceniony przez marksistów. I i III część "Trylogii", "Quo vadis" wyrzucono z programów na lata, "Wiry" obejmowała całkowita prohibicja!
Ale trzeba pamiętać, że przez cały okres PRL klasyka (także Sienkiewicz) była przedmiotem szczególnych manipulacji ideologiczno-politycznych, instrumentem marksistowskiej indoktrynacji światopoglądowej. Obowiązywały wówczas specjalne instrukcje dydaktyczne, jak należy daną lekturę omawiać, interpretować (oczywiście w duchu ideologii socjalistycznej). W każdej lekturze rozpatrywano takie aspekty, jak te, czy jest to powieść "postępowa" w marksistowskim znaczeniu, czy reakcyjna. Sienkiewiczowi cały ten czas przypisywano taką "gębę" gombrowiczowską, pisarza reakcyjnego, klerykalnego, nacjonalistycznego, imperialistycznego. Tego rodzaju wykładnia obowiązywała w PRL.

A obecnie?
- Nie słyszałem o istnieniu ministerialnych instrukcji w tym zakresie. Nie wiem, czy są jakieś obligatoryjne polecenia interpretacyjne. Może ustala je komisja egzaminacyjna? Teraz wszystko zależy od wiedzy i umiejętności nauczycieli. Ale oni nie żyją w próżni, gdzieś się kształcili, a potem również za sprawą mediów kształtowali swój, nie zawsze rzeczowy, wyważony stosunek do poszczególnych dzieł i twórców.

We wspomnianym już liście do nauczycieli szkół sienkiewiczowskich alarmował Pan, że "niektóre wielonakładowe, opiniotwórcze pisma, wpływowi publicyści, pewne osoby ze świata kultury i polityki - pod hasłem zwalczania 'irracjonalnego kultu Sienkiewicza' czy upowszechnianej rzekomo przezeń 'naiwnej polskiej megalomanii', 'szkodliwego nacjonalizmu', 'fałszywej mitologii narodowej' - prowadzą stałą akcję przemilczania, lekceważenia i dyskredytowania patriotycznych zasług dla Ojczyzny i literackich dokonań wielkiego Pisarza". W tym kontekście już mniej dziwi ujawniona przez ministra Giertycha sytuacja, że gdy obejmował MEN, żadna z książek Henryka Sienkiewicza nie figurowała wśród obowiązkowych lektur szkolnych. Jak to było możliwe, aby tak po cichu, ukradkiem wycofać Sienkiewicza z listy lektur obowiązkowych w szkole?
- Jak się okazuje, były to działania ciche, konspiracyjne, powolne, systematyczne, niezwracające niczyjej uwagi, poza zaniepokojeniem nauczycieli, więc skuteczne. Jak się wydaje, w Polsce już niepodległej, a więc po 1989 r., zaczęło się odchodzenie od tradycji naszego heroicznego patriotyzmu. Argumentowano, że w nowych warunkach nastąpiła jego dezaktualizacja, że stał się anachroniczny, niepotrzebny, nawet szkodliwy! Ostentacyjna polskość Sienkiewicza znowu stała się jego główną wadą, przeszkodą w dziwacznie rozumianych europejskich aspiracjach części naszych liberalnych elit, lekceważących polski tradycyjny patriotyzm.

Ale to jednak niesłychana ironia losu, że zamach na dzieła Sienkiewicza jako lekturę szkolną nastąpił już w wolnej Polsce.
- To rzeczywiście bardzo dziwna i smutna sprawa (chyba trącąca polityką). Lektury zniknęły nagle i wręcz niepostrzeżenie, ale towarzyszyła temu atmosfera swoistej nagonki artystyczno-ideologicznej. Pamiętam, pojawił się w tym kontekście głos, że ta powieść przeszkadza nam w wejściu do Europy, bo jakże to może się odbywać pod hasłem: "bij Krzyżaka".
Można byłoby to uznać za jakieś dziwactwo, ale przecież pojawiło się wówczas sporo różnych wypowiedzi, w których zdawałoby się poważni publicyści wskazywali, że faktyczny obraz zakonu krzyżackiego bardzo różnił się od tego, odmalowanego przez Sienkiewicza, że Krzyżacy mają liczne pozytywne dokonania cywilizacyjne, a w związku z tym należałoby spojrzeć na całą tę historię inaczej, bo Sienkiewicz daje bardzo uproszczony obraz epoki. I nagle okazało się, że "Krzyżacy", tak jak "Grażyna", jak "Konrad Wallenrod" - to są jakieś bajędy, rzeczy niepoważne, mało wartościowe, o ubogiej estetyce. Kwestionowano potrzebę tego rodzaju lektur w szkole, negowano potrzebę podtrzymywania pamięci o tak odległej historii. Nic dziwnego, że w takiej atmosferze, na podstawie tego rodzaju sugestii wypadały z listy lektur te arcydzieła sztuki.

Wiele negatywnego PR, jak byśmy dziś powiedzieli, zawdzięcza Sienkiewicz Witoldowi Gombrowiczowi.
- Niestety, rzetelną dyskusję na temat wartości pisarstwa Sienkiewicza zastępuje z reguły nośne powiedzonko Gombrowicza, podawane jako wzór krytycznego myślenia, powtarzane od dobrych kilkudziesięciu lat. Gombrowicz dał bardzo prostą, jednoznaczną, totalnie negatywną ocenę Sienkiewicza. Nazwał go "Homerem drugiej kategorii", "pierwszorzędnym pisarzem drugorzędnym", "szkodnikiem", "demonem", "katastrofą naszego rozumu". Po prostu całkowicie go zdyskwalifikował. Chciał go unicestwić, wyrzucić z kultury narodowej! Ten bezprzykładny, nieetyczny atak Gombrowicza powstał w roku 1953 (wraz z późniejszymi uzupełnieniami) w szczytowym okresie szalejącej stalinizacji w Polsce. Osiadły w Argentynie Gombrowicz bardzo dobrze wiedział, co wtedy wyrabiano z naszą kulturą, jak zwalczano tradycje narodowe, jakie były restrykcje. Przecież w tych latach - poza kilkoma uznanymi za "postępowe" nowelkami i "Krzyżakami" - całkowicie zaprzestano wydawania Sienkiewicza. Jak opowiadał mi mój przyjaciel i wielki wydawca Tomasz Jodełka-Burzecki, szef redakcji klasyków polskich PIW, niezwykle zasłużonej oficyny, w tamtych czasach nie mógł wydać niczego z arcydzieł Sienkiewicza, a "Ogniem i mieczem" sprzedawano na warszawskich bazarach w kopii maszynowej. Szkalowano Sienkiewicza, że jest to pisarz polskiego imperializmu, apologeta szlachty i magnaterii, głoszący nienawiść do ludu ukraińskiego, narodów późniejszego Związku Sowieckiego itd. I proszę sobie wyobrazić, że w tej sytuacji następuje "donos" na Sienkiewicza z drugiej strony, właśnie z wolnego świata, ze stron "Kultury Paryskiej", gdzie drukował "Dzienniki" Gombrowicz.

A co Pan sądzi o merytorycznej stronie krytyki Gombrowicza wobec Sienkiewicza?
- To charakterystyczne, że dziś przedstawia się Gombrowicza jako przykład czy wzór krytycznego myślenia, nieomylną wyrocznię, jego "wyrok" zaś, jako sąd ostateczny nad Sienkiewiczem, a jakoś niechętnie stosuje się metodę krytyczną wobec niego samego. A przecież wiedza Gombrowicza o twórczości Sienkiewicza jest wręcz znikoma. On w zasadzie posługuje się tylko przykładem z "Trylogii", jakby nie znał twórczości noblisty, nie czytał jego innych dzieł. Ponadto "odkrywcze" interpretacje Gombrowicza, wyrastające z tak cenionej przez niego "dialektyki antynomicznej", są przede wszystkim efektownymi powiedzonkami, ekwilibrystyką zręcznych przejaskrawień, rozdętych nieraz do granic absurdalnych. Wszystkie nieomal są prowokującymi inwektywami. Antynomie te przynoszą argumentację uogólnioną do granic tak rozciągliwych, że tracą wszelką moc empiryczną i dokumentacyjną. Na dobrą sprawę można w ten sposób wszystko potwierdzić i wszystko zanegować. To doprawdy dziwne, dlaczego nikt nie zastanawia się, czy sądy Gombrowicza są merytorycznie uzasadnione, czy nie oszukuje on czytelnika swoimi opiniami o Sienkiewiczu. Od dawna określam to mianem "negatywnej fascynacji", można by ją traktować jako pewną odmianę "kultu". Jest to pozbawiona rzeczowości błyskotliwa demagogia. Łatwo ją atakować, ale badawczo nie jest inspirująca.

Podobną nietykalnością cieszy się chyba Czesław Miłosz, też krytyk Sienkiewicza.
- Rzeczywiście, Miłosz potraktował Sienkiewicza z taką nonszalancją, niechęcią, na którą ten wielki pisarz z pewnością sobie nie zasłużył. Potem, już po powrocie do kraju, wielokrotnie Miłosz ujawniał swoje negatywne opinie o Sienkiewiczu. Ale to temat do osobnych rozważań.
Niestety, tu wrócę do pana wcześniejszego pytania, część nauczycieli, pod wpływem różnych "autorytetów" bardzo promowanych przez media, przyjmuje opinię Gombrowicza jako swojego rodzaju dogmat. Trudno się temu dziwić, skoro ciągle powtarza się w mediach, że Gombrowicz, a nie ("anachroniczny", "staroświecki") Sienkiewicz, zmusza do krytycznego myślenia o Polsce, bo to on, "wielki", "nowoczesny", wszechstronny twórca otrzymał nagły mandat najwyższej wyroczni. Wmawia się to opinii publicznej, w tym nauczyciele otrzymują do zastosowania gotową formułkę: Gombrowicz ma rację, że Sienkiewicz to pisarz drugorzędny. Trzeba w to uwierzyć. Takie podejście uczyniło już wiele złego w naszej edukacji szkolnej. Niestety, nauczyciele (zwłaszcza młodzi!) często przyjmują za własne dyskwalifikujące oceny Gombrowicza.

Jak należy interpretować dzieła Henryka Sienkiewicza?
- Pragnę przypomnieć, że Sienkiewicz to pisarz tylko z pozoru prosty, łatwo się go czyta, ale trudno analizuje. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że jest klasykiem wielkiej prozy epickiej, odnowił tradycję eposu rycerskiego i stworzył jego własną odmianę - eposową powieść historyczną - formę o wielkiej złożoności i pojemności; jest w niej wszystko to, co w eposie, i to, co w powieści we właściwych proporcjach ekonomii artystycznej. Dzieła te fascynują niemal wszystkich, Gombrowicza też. To ważne, aby nauczyciel potrafił dziś te rzeczy przed uczniami odkryć i z nimi poznawać. To są wielkie zadania szkolnej dydaktyki. Czyż nie łatwiej odwołać się do uproszczonych i niepopartych logicznymi argumentami ocen Gombrowicza, że Sienkiewicz to pisarz prymitywny, ale posiadający siłę, aby "zaszpuntować" naszą wyobraźnię? Nic więc dziwnego, że czytają go miliony ludzi.
Sądzę, że najuczciwszym sposobem poznawania twórczości Sienkiewicza we współczesnej szkole jest rzeczowa analiza artystyczna poetyki dzieła, filozofii wyrażonych w nim znaczeń i jego estetyki, przeżyć, jakie ono daje odbiorcy. Następnie zaś - porównań, zestawień, odniesień do innych utworów, i ocen. Jeśli w tej procedurze badawczej pomoże komuś Gombrowicz - to proszę bardzo. Pamiętajmy, że sztuka pisarska Sienkiewicza operuje estetyką uniwersalną, tzn. dysponuje on wyjątkowo bogatą paletą rozmaitych możliwości i środków artystycznych, które wywołują zawsze to niezwykłe przeżycie, tę polifonię estetycznego bogactwa jego dzieł (od heroiczności i patosu po komiczność, ironię, groteskę). Dlatego wydaje się je i czyta na całym nieomal świecie. Dowodem na to jest recepcja Sienkiewicza za granicą - 1100 wydań "Quo vadis"! "Trylogia" przetłumaczona na nowo w latach 90. ubiegłego wieku przez W.S. Kuniczaka na język angielski stała się w Stanach Zjednoczonych rewelacyjnym wydarzeniem. Sienkiewicza, jakby na nowo odkrytego, oceniano i porównywano, odnosząc do najwyższej skali wartości, jaką wyznacza estetyka Homera, Szekspira czy głośnego również za sprawą kanonu lektur Dostojewskiego, a także Tołstoja czy innych światowych pisarzy. Trzeba, żebyśmy o tym wiedzieli i przeciwdziałali samounicestwianiu noblisty i naszych narodowych bohaterów dawnej i bliskiej przeszłości, naszych autorytetów i wzorów osobowych.

Wśród zarzutów wobec Sienkiewicza padają i te, że mitologizuje i fałszuje naszą historię...
- A czyż nie czyni tego historiografia? Ileż cynicznych oszustw i kłamstw jest w pracach o naszych nieodległych dziejach? W "Trylogii" zawarta jest niezwykle sugestywna wizja początku upadku Rzeczypospolitej Dwojga Narodów, mocarstwa, które przecież w XVII w., jeszcze przed wojnami Chmielnickiego, posiadało prawie milion kilometrów kwadratowych powierzchni, granice od Bałtyku aż po Morze Czarne. To była potęga, 10 mln obywateli, z czego 10 proc. szlachty rycerskiej, znakomicie wyszkolone (choć niezbyt liczne) armie, świetni wodzowie, ogromny potencjał - prawdziwe mocarstwo europejskie prowadzące samodzielną politykę. U Sienkiewicza widzimy tę Polskę od odmalowanego w "Krzyżakach" pędu do wielkości - do początku upadku, nadciągającej katastrofy, zagłady ogromnego państwa, utraty wolności, zaborów. Zarzut fałszowania historii to zresztą stara śpiewka przeciwników Sienkiewicza. Był znawcą historii, z najwyższą sumiennością studiował i wykorzystywał nawet źródła ujawnione w ostatniej chwili (np. zmienił kreację Basi - "hajduczka" po odkryciu autentycznej biografii żony Wołodyjowskiego, "wdowy po trzech mężach" - już po rozpoczęciu powieści). Nigdy nie lekceważył prawdy historii i umiał ją przetwarzać w artystycznie doskonałe wizje.

Jakie znaczenie ma w polskiej szkole tradycyjny kanon literatury narodowej?
- Jesteśmy Narodem o wspaniałej historii bohaterskiej i martyrologicznej. Nasza przeszłość jest jednak naznaczona stygmatem przejmującej martyrologii, niezrozumiałej dla innych narodów, które nie doznały nieszczęść niewoli. Na niej wyrosły arcydzieła polskiego romantyzmu i wielka literatura, krzepiąca narodowego ducha, dająca wiarę w sukces, w zwycięstwo naszej Ojczyzny. To są najcenniejsze lekcje wyniesione także z literatury i dzięki niej - pamiętane. Polacy nie mogą sobie pozwolić na utratę tej pamięci bez względu na sytuację. To byłoby wielkie nieszczęście. Polska szkoła ma strzec tej pamięci, dlatego nie wolno manipulować lekturami, wyrzucać z kanonu wielkiej literatury patriotycznej, twierdząc, że ona jest już niepotrzebna, bo nikt nam rzekomo nie zagraża. Samouspokojenie nie jest nigdy dobrym nauczycielem.
Oczywiście, w polskiej szkole trzeba czytać przede wszystkim arcydzieła i najwybitniejsze utwory literatury narodowej wszystkich epok oraz wybrane arcydzieła ludzkości (ekscentryczne lektury można poznawać poza lekcjami).
Zwolennicy rozszerzania w nieskończoność kanonu o nowe lektury (a jest ich coraz więcej) powinni najpierw znaleźć skuteczny sposób, aby uczniowie je przeczytali: "lecticare necesse est".

Dziękuję za rozmowę.
Nasze artykuły zostały przeczytane 250263 razy. Dziękujemy!


Ciekawe? Skopiuj odnosnik do tej strony i podaj dalej




Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
Oceny
Proszę wybrać swoją ocenę:
Brak ocen.


Polecamy

Warzywa w galarecie
Chrust migdałowy
Notatki o kulturze: Płonąca łąka
Pieczarki w śmietanie II
Ciasto na pierogi
Truskawki w twarogu
Zupa z warzyw mrożonych
Przywrócić świadomości Polaków
Odrestaurowany ołtarz w Kalwarii Pacławskiej
Grzanki z pieczarkami
Potrawa z ziemniaków z rybą
Pączki na parze
Zapiekanka z jajkami I
Zupa jarzynowa
Szarlotka w sosie czekoladowym


Wróć do strony głównej < < KULTURA < <


Wyszukiwarka
 
Serwis funkcjonuje dzięki:
www.naszdziennik.pl
Informacje 2006 - 2007


Wybory do sejmu / Biznes Informacje / Blog polityczny / Tani hosting / Pizzerie
PHP-Fusion & Aztec Theme
Wielcy zapomniani: Kazimierz Michałowski | Ernest Malinowski | Zofia Kossak-Szczucka | Jan Matejko
Władysław Mickiewicz | Wacław Gasiorowski | Kornel Makuszyński | Aleksander Fredro
Ksiadz Prymas Jan Łaski | Ksiadz Prymas Jan Paweł Woronicz | Ks. abp metropolita Eugeniusz Baziak
Ksiadz arcybiskup metropolita Bolesław Twardowski | Ksiadz kapelan Jan Leon Ziółkowski
Jan Kasprowicz | Leopold Staff | Ferdynand Goetel | Jan Szczepanik | Ludwik Kubala | Mieczysław Gębarowicz
Wojciech Kętrzyński | Władysław Bełza | Artur Grottger | Antoni Małecki | Eugeniusz Romer | Jan Nepomucen Kamiński
Marian Hemar | Karol Szajnocha | Julian i Alfred Zachariewiczowie | Rudolf Weigl | Stefan Banach | Kornel Ujejski
Wincenty Pol | Witold Szolginia | Artur Oppman | Karolina Lanckorońska | Henryk Arctowski | Aleksander Kamiński


Wymiana Banerów Stron Chrzescijańskich Komputery