Minął jedynie tydzień, odkąd nowy film Mela Gibsona pt. "Apocalypto" trafił do polskich film, a już prasa polskojęzyczna zgodnym chórem okrzyknęła go filmem wyjątkowo krwawym. Nie odpuszczono również samemu Gibsonowi, z którego zrobiono psychopatę i głupca.
"Wiele osób, które widziały film na przedpremierowych pokazach, wyszło po kilku minutach. Zapytaliśmy więc polskich filmowców, czy warto się męczyć w kinie. Prawie jednogłośnie mówią: Nie. Gibson przekroczył dopuszczalny limit brutalności" - mogliśmy przeczytać w "Dzienniku", który z okazji premiery "Apocalypto" zadał polskim filmowcom pytanie: "Czy Mel Gibson jest psychopatą?". Jeden z nich, Dariusz Jabłoński, odpowiedział "Dziennikowi": "Podejrzewam Gibsona o zwyczajną ekscytację okrucieństwem. Zastanawiam się, czy ten facet nie ma problemów z własną psychiką". Podobny ton wypowiedzi można było przeczytać w "Gazecie Wyborczej", "Rzeczpospolitej" i innych pismach, gdzie nie zostawiono suchej nitki na twórcy "Pasji", nazywając go szaleńcem, alkoholikiem, antysemitą, etc.
Dziwne, ponieważ nie widziałem jakoś, żeby choć jedna osoba w wypełnionym po brzegi na seansie "Apocalypto" kinie wyszła z niego zniesmaczona. Co ciekawsze, nie zobaczyłem również tych hektolitrów wylewanej krwi, które według wyżej wymienionych gazet miały swoją niesłychaną brutalnością porażać widzów. Barbara Hollender w tekście "Apokalipsa z gry komputerowej" napisała w "Rzeczpospolitej": "Podrzynane gardła, toczące się po stopniach piramid odcięte głowy, rozpruwane ciała, krew bryzgająca z dziurawych czaszek razem z kawałkami mózgu, serca wyrywane ofiarom - to cały arsenał artystycznych środków, jakimi oddziałuje na widza. W przypadku 'Braveheart' czy 'Pasji' wiedziałam jednak, czemu służy. Tutaj zamienia się w sztukę dla sztuki". Nic bardziej mylnego. Moim zdaniem, Mel Gibson jak zwykle w doskonały sposób pokazał fragment wielkiej historii w sposób ciekawy i wciągający. Mocnych, krwawych scen, bez których przedstawienie obrzędów składania ofiar przez Majów nie byłoby wiarygodne, jest tyle, ile musi w takim filmie być. I nie więcej. Nikt nie powiedział, że ma być to kino przygodowe, na którym można odpocząć po pracy.
Filmy Gibsona dają do myślenia, zmuszają do refleksji nad światem, historią, własnym życiem. Ci więc, którzy oczekiwali lekkiego i przyjemnego filmiku o świecie Majów w stylu filmów "Indiany Jonesa", faktycznie mogli poczuć się dotknięci. Dzieło Gibsona, któremu zdążono już zarzucić ahistoryczność, broni się jednak samo, zyskując coraz większe zainteresowanie w Polsce i na świecie. Warto przypomnieć, że błędy historyczne zarzucano wcześniej również przywoływanemu tu już filmowi "Braveheart. Waleczne serce", który jak wiemy okazał się wielkim kinowym przebojem. Jest w nim scen "krwawych" czy "okrutnych" nie mniej niż w "Apocalypto", lecz zarówno tu, jak i w ostatnim filmie Gibsona mają one swoje uzasadnienie. Dziwią więc głosy krytyki. Sam Mel Gibson odpowiada na nie w jednym z wywiadów następująco: "W porównaniu z 'Walecznym sercem' jest to film wręcz łagodny. Większość gwałtownych scen rozgrywa się poza kadrem. Gdy w pewnym momencie kapłani wyrywają człowiekowi wnętrzności i wyjmują serce z klatki piersiowej, tak naprawdę na ekranie nic nie widać! A kiedy kręci się film o cywilizacji starożytnych Majów, trudno uniknąć pokazywania przemocy, bo tak naprawdę ich świat był nią przesycony".
Gibson w sposób jak najbardziej realistyczny i wiarygodny próbuje pokazać w "Apocalypto" upadek wielkiej cywilizacji, który dla współcześnie żyjących ludzi ma być pewnym ostrzeżeniem, koło historii bowiem lubi się powtarzać. Mocne sceny mają więc tutaj, jak nigdzie indziej, swoje wytłumaczenie i pisanie o tym filmie, że jest to "sztuka dla sztuki", jest bardzo krzywdzące i świadczy o niezrozumieniu tematu. Aż trudno przytaczać wszystkie bzdurne cytaty z innych gazet. Jedno jest pewne, trwa atak na Mela Gibsona, którego po nakręceniu przez niego "Pasji", próbuje się wyeliminować z życia filmowego. Koronnym argumentem wysuwanym przeciwko niemu, który miał go zdyskredytować jako twórcę w świecie Hollywoodu i zablokować ewentualną nominację do Oscara za film "Apocalypto", było to, że raz nadużył alkoholu i powiedział coś niestosownego na temat Żydów. Nie liczył się już fakt, że Gibson przeprosił za swoje zachowanie. Jednak ten incydent rozdmuchano szybko do niebotycznych rozmiarów, robiąc z twórcy "Pasji", która tak bardzo nie podobała się Żydom, pierwszego w świecie antysemitę i alkoholika, wszystko po to, by tylko odciągnąć ludzi od oglądania jego filmów. Jednak to się nie udało. "Apocalypto", wbrew oczekiwaniu ludzi złej woli, zbiera bardzo pozytywne recenzje, a Mel Gibson ostatnim filmem potwierdza fakt, że jest nie tylko wspaniałym aktorem, ale i reżyserem.
Piotr Czartoryski-Sziler |
|